To, że ostatnio na moim blogu są same recenzje to zupełny przypadek...
... przypadek tego, że po prostu moje życie opiera się na oglądaniu filmów, seriali, czytaniu książek i graniu w The Sims 4.
Nancy w poszukiwaniu tajemniczej plaży ze zdjęć swojej nieżyjącej matki, dociera do Meksyku. Film zaczyna się od całkowicie normalnej i przyjemnej rozmowy głównej bohaterki z Carlosem - tubylcem i przewodnikiem Nancy.
Pierwszy dzień na plaży okazuje się być wyśmienity, fale dopisują, a Nancy już poznała dwóch mężczyzn, którzy z zamiłowania do surfingu, bywają na tej plaży codziennie. Uśpienie widza jest zbudowane perfekcyjnie - nawet przed samym atakiem rekina, gdy muzyka w tle sugeruje nagły napad krwiożercy, nad Nancy przeskakują delfiny i rozładowują zebrane napięcie.
Walka z rekinem jest szeregiem powodzeń i nieszczęść. Nancy zostaje ugryziona, oparzona przez koralowce i meduzy, prawie zjedzona kilkadziesiąt razy, głodna i osamotniona ogląda śmierć trzech osób. Jednocześnie zaś udaje jej się nagrać wideo, które ratuje jej życie, dopłynąć do boi, pokonać rekina i przeżyć.
183 metry strachu to walka ze samym sobą, psychologiczna walka wewnętrzna oraz walka z potworem. Odległość, dzieląca Nancy od brzegu, to ilość trudu, który musimy włożyć by wytrwać-wygrać-przeżyć. Polecam gorąco tym, którzy nie boją się dreszczyku emocji i zębów rekina.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz