sobota, 11 marca 2017

to nie będzie zwykły dzień na plaży

To, że ostatnio na moim blogu są same recenzje to zupełny przypadek...
... przypadek tego, że po prostu moje życie opiera się na oglądaniu filmów, seriali, czytaniu książek i graniu w The Sims 4.


183 metry strachu to film, którego zdecydowanie nie planowałam obejrzeć. Tematyka tego i podobnych filmów zawsze mnie przerażała - postać krwiożerczego rekina sama w sobie jest budząca dreszcze, a po dodaniu do tego człowieka, który zostaje zaatakowany i prawie zjedzony, jest dla mnie niemalże przerażająca.
Nancy w poszukiwaniu tajemniczej plaży ze zdjęć swojej nieżyjącej matki, dociera do Meksyku. Film zaczyna się od całkowicie normalnej i przyjemnej rozmowy głównej bohaterki z Carlosem - tubylcem i przewodnikiem Nancy.
Pierwszy dzień na plaży okazuje się być wyśmienity, fale dopisują, a Nancy już poznała dwóch mężczyzn, którzy z zamiłowania do surfingu, bywają na tej plaży codziennie. Uśpienie widza jest zbudowane perfekcyjnie - nawet przed samym atakiem rekina, gdy muzyka w tle sugeruje nagły napad krwiożercy, nad Nancy przeskakują delfiny i rozładowują zebrane napięcie.
Walka z rekinem jest szeregiem powodzeń i nieszczęść. Nancy zostaje ugryziona, oparzona przez koralowce i meduzy, prawie zjedzona kilkadziesiąt razy, głodna i osamotniona ogląda śmierć trzech osób. Jednocześnie zaś udaje jej się nagrać wideo, które ratuje jej życie, dopłynąć do boi, pokonać rekina i przeżyć.
183 metry strachu to walka ze samym sobą, psychologiczna walka wewnętrzna oraz walka z potworem. Odległość, dzieląca Nancy od brzegu, to ilość trudu, który musimy włożyć by wytrwać-wygrać-przeżyć. Polecam gorąco tym, którzy nie boją się dreszczyku emocji i zębów rekina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz